Regina Sawczak

Zdjęcia galerii

Kto czyta – żyje wielokrotnie
Jest mnóstwo czytelników, którzy znają „panią Renię” od lat. – Byli dziećmi, kiedy zaczęli kupować książki. Jeden chłopczyk na przykład zawsze szukał albumów o przyrodzie, całe kieszonkowe na nie przeznaczał. Dziś pisze doktorat o pająkach
 
Aleksandra Kozłowska
 
Młody chłopak kupuje dwa duże, wydane pewnie w latach 70. rosyjskojęzyczne albumy: impresjonistów i grafiki Picassa, siwy mężczyzna w czerwonej koszulce (jak szybko się okazuje stały klient) poleca „Na skraju imperium” Mieczysława Jałowieckiego – sam kupił tu tę książkę już jakiś czas temu, teraz znów uważnie przeszukuje dział historyczny, długowłosa licealistka wybiera „Kocie oko” Margaret Atwood, zaprzyjaźniona klientka przez telefon dopytuje o „Mdłości” Sartre`a. A wszystko to w zwykły majowy, upalny wtorek.
- To nieprawda, że czytelnictwo zamiera – zapewnia Regina Sawczak z Sopockiego Antykwariatu i Księgarni przy ul. Niepodległości 743 B. – Mamy klientów w każdym wieku. Niedawno jeden młody człowiek powiedział mi na odchodnym: „Proszę się nie martwić. Drukowana książka powraca w wielkim stylu”.
Co ciekawe - i być może zaskakujące – spora część bywalców antykwariatu to właśnie młodzież. – O, dopiero co chłopak kupił sobie całego Mickiewicza, do tego Conrada – wszystko, co mieliśmy. Dużą popularnością niezmiennie cieszą się: Hemingway, Steinbeck, Bułhakow, Dostojewski, Hesse, Huxley – generalnie klasyka – mówi antykwariuszka. – Widać też zainteresowanie filozofią (głównie wśród studentów), nawet poezja nieźle się sprzedaje. Proszę spojrzeć jakie ładne wydania, idealne na prezent – dodaje pokazując rzeczywiście efektownie wydane zbiorki Czechowicza i Goszczyńskiego.
Książki z duszą
Regina Sawczak to w Sopocie kobieta-instytucja. Z tutejszym rynkiem książki związana jest od 22 lat. W słynnym niegdyś antykwariacie przy ul. Marynarzy (dziś to księgarnia z działem antykwarycznym należąca do sieci BookBook), dokąd dzisiejsze pokolenie 40-50-latków jako licealiści z ambicjami biegało po Stachurę, Cortazara, czy wczesnego Whartona, przepracowała blisko piętnaście lat. – To były złote czasy antykwariatów – uśmiecha się księgarka. – Kolejki zarówno sprzedających, jak i kupujących ustawiały się nieraz od szóstej rano – mówię tu przede wszystkim o młodzieży szkolnej polującej na podręczniki. Ale i dorośli przychodzili do nas tłumnie. Nieraz musiałam oddzielać salę antykwaryczną sznurkiem żeby wszyscy na raz się tam nie tłoczyli. Sytuacja zmieniła się wraz z nastaniem Internetu. Sporo książek teraz kupuje się przez sieć, również antykwariaty działają w Internecie. 
Wcześniej przez lata pracowała w równie popularnym antykwariacie we Wrzeszczu, przy ul. Dmowskiego – w latach 80. i 90. istnej mekce licealistów i studentów z humanistycznymi aspiracjami. W dobrym tonie było bywać tam przynajmniej raz w tygodniu, wymieniać się nowinkami, rezerwować białe kruki. Za komuny znajomości w antykwariacie znaczyły nieraz więcej niż „chody” w mięsnym. W inteligenckich domach regały pełne książek stanowiły wielką dumę gospodarzy, ozdobę daleko cenniejszą niż popularne segmenty zastawione kryształami. 
- Ale i dziś znów docenia się urok półek pełnych literatury – zauważa antykwariuszka. – Niedawno opowiadało mi młode małżeństwo o mieszkaniu jakie sobie kupili. Deweloperskie, nowocześnie urządzone, wielki, płaski telewizor na ścianie. Czegoś im jednak brakowało, jakaś pustka im doskwierała. W końcu zdecydowali, że na regale powinny stać książki. Nie chcieli nowych, prosto z księgarni. Woleli używane, „z duszą” – jak się wyrazili. Kupili tu trochę powieści, trochę starych albumów. Również sopockie hotele nabywają u nas książki hurtem, pewnie żeby ocieplić trochę wnętrza. Podobne zakupy zrobiło lotnisko w Rębiechowie. Może żeby czekającym pasażerom się nie nudziło?
„Najpiękniejsze chwile życia zawdzięczam książce”
Wielu ludzi mówi, że kocha książki, nie wszyscy jednak są tak konsekwentni, jak Regina Sawczak. W dzieciństwie pochłaniała lektury na skalę masową. Pozycją, którą śmiało może nazwać książką życia jest „Serce” Amicisa – wzruszająca historia o dzieciństwie, przyjaźni i miłości. – Oczywiście, że przy tym płakałam, kto by nie płakał – wspomina. – Do dziś mam pierwsze polskie wydanie, trzymam w osobnej szafce z najcenniejszymi wydawnictwami. Później odkryłam Francisa Clifforda: „Ale Klub nie przebacza”, „Wszyscy ludzie są teraz samotni”, „Można umrzeć inaczej” i wiele innych. Uwielbiam go do dziś – jego książki są trochę sensacyjne, trochę psychologiczne, dają do myślenia. W trakcie czytania człowiek się zastanawia „Co ja bym zrobił w tej sytuacji? Jak bym postąpił?”. A z polskich pisarzy najbardziej cenię klasykę: Sienkiewicza. Nie lubię za to tych nowoczesnych opowieści o magii, o wampirach
Ukończyła nieistniejące już Liceum Księgarskie w Gdańsku przy ul. Legionów, praktyki odbywała m.in. w księgarni w Bydgoszczy, w Warszawie. – Uczyliśmy się historii książki, historii literatury, biliotekoznawstwa – wspomina. – Wśród przedmiotów była też reklama i obsługa klientów.
Sopocki Antykwariat i Księgarnię prowadzi od 2010 r. – Kiedy antykwariat na Marynarzy (wcześniej należący do Domu Książki) przejęła sieć BookBook zostałam zwolniona. Już dwa dni po zwolnieniu zakładaliśmy z panem Krzysztofem (był naszym klientem, wielki miłośnik książek, historii i ornitologii) ten antykwariat. Innej pracy nie brałam pod uwagę.
Po chwili znika za jednym z regałów, by wynurzyć się z pożółkłą, nieco obszarpaną książką. – To jakby napisane specjalnie dla mnie. Już sam tytuł wszystko wyjaśnia: „Kto księgi miłuje”, opracował Marceli Poznański, wydano w 1958 r. – przedstawia. - Książka o książkach, o bibliotekach i bibliotekarzach, księgarniach i księgarzach. Dostałam ją w prezencie od klientów. O, proszę jakie piękne aforyzmy: „Kto czyta – żyje wielokrotnie. Kto zaś z książkami obcować nie chce na jeden żywot jest skazany” – Józef Czechowicz. Albo to: „Kraj bez bibliotek to twierdza bez broni” – trudno się z tym nie zgodzić, prawda? O, i jeszcze to, moje ulubione: „Najpiękniejsze chwile życia zawdzięczam książkom” – Michał Sałtykow-Szczedrin.
Zadie Smith? A kto to?
Duże sieciowe księgarnie często zatrudniają po prostu handlowców. A ci ku rozpaczy (lub irytacji) zapalonych czytelników nie słyszeli ani o Salingerze, ani o Bułhakowie, nie kojarzą Philipa Rotha, Henry Millera czy Davida Lodge`a. Czasem znają Zadie Smith i Margaret Atwood, czasem nie. I wcale nie jest im z tego powodu głupio – wszystko przecież można sprawdzić w sieci. – Antykwariusz ma zupełnie inne podejście. Ma przede wszystkim zdobywaną przez lata wiedzę, kilogramy przeczytanych książek na koncie – podkreśla Regina Sawczak. – Klientowi nie można powiedzieć: „Powieść amerykańska? O, tam sobie pan poszuka”. Trzeba mu wskazać, podpowiedzieć, polecić coś dobrego. Ludzie przychodzą do antykwariatu nie tylko książki kupić lub sprzedać, ale o nich porozmawiać, wymienić się opiniami, porównać dawne i dzisiejsze wydania. To w większości pasjonaci, dla których jedyna dopuszczalna forma lektury to druk, prawdziwa książka, którą można dotknąć, powąchać, poszeleścić - żaden e-book, żaden tablet nie wchodzi w grę. No bo jak z ekranu czytać na przykład poezję? To zwyczajnie niemożliwe.
Swoich klientów Sawczak dzieli na stałych, wiernych od dwóch i więcej dekad oraz na początkujących. Stali potrafią przynieść unikalny, przedwojenny zbiór książek o Gdańsku niemieckiego historyka sztuki Williego Drosta i sprzedać go tylko pod warunkiem, że trafi on w dobre, czyli obeznane z historią sztuki ręce (i trafiły - do młodej specjalistki w tej dziedzinie). Potrafią z uporem maniaka wydzwaniać i dopytywać o poszukiwane pozycje, przyjeżdżać po nie z Warszawy czy Piotrkowa Trybunalskiego, jak pewien pasjonat Sopotu i jego dziejów, który o Grand Hotelu wie wszystko. – Wydawnictwa związane z Pomorzem, Gdańskiem, Sopotem i Gdynią od dawna cieszą się ogromnym zainteresowaniem – mówi antykwariuszka. – Kupują je hobbyści, pracownicy Uniwersytetu, przewodnicy turystyczni. Jakiś czas temu przeciekawy zbiór przedwojennych książek o Gdyniw tym gdyńską książkę telefoniczną – kupiło od nas Muzeum Miasta Gdyni.
Bywają zapaleńcy, którzy proszą o znalezienie jakiejś książki, która przypomina im dzieciństwo, jak np. ponad 90-letnia pani poszukująca antologii z wierszami Józefa Ignacego Kraszewskiego. Chciała mieć pod ręką znany wiersz „Dziad i baba”: „Był sobie dziad i baba, Bardzo starzy oboje, Ona kaszląca, słaba, 
On skurczony we dwoje. Mieli chatkę maleńką, Taką starą jak oni, Jedno miała okienko I jeden był wchód do niéj…”
 
Poczytaj mi, mamo
 
Wśród stałych klientów antykwariatu jest m.in. dr Jacek Friedrich, historyk sztuki, wykładowca UG, dyrektor Muzeum Miasta Gdyni, kolekcjoner polskich książek dla dzieci z lat 60. i 70. Jest też premierowa Małgorzata Tusk, była prezydentowa Maria Kaczyńska. Nieraz zagląda tu Adam Michnik, lokalni samorządowcy. 
Jest też mnóstwo czytelników, którzy znają „panią Renię” jeszcze z Marynarzy. – Byli dziećmi, kiedy zaczynali kupować książki. Jeden chłopczyk na przykład zawsze szukał albumów o przyrodzie, całe kieszonkowe na nie przeznaczał. Dziś pisze doktorat o pająkach. 
I dodaje: - Bardzo lubię doradzać dzieciom. Przychodzą albo same – jak nasz zaprzyjaźniony czwartoklasista z pobliskiej szkoły Mateuszek, albo z rodzicami. „Harry Potter” wciąż ma powodzenie, ale poszukiwane są też wydawnictwa sprzed kilku dekad: „Kubuś Puchatek”, „Poczytaj mi, mamo”. Mamy dostały 500+, niejedna nawet i połowę z tego wydaje na książki dla dzieci. Bo czytelnictwo, proszę pani, wynosi się z domu. Choć akurat moi rodzice bardziej kwiatami się zajmowali - tata kierował ogrodnictwem przy Słowackiego we Wrzeszczu. Tam się urodziłam, można powiedzieć, że wśród kwiatów. Do tej pory bardzo je lubię – mam pod domem ogródek, a w nim lilie, które jeszcze mama sadziła, piwonie – teraz w pełnym rozkwicie, tak im dobrze chyba na tych obierkach od buraków, które jesienią podsypałam. 
I choć od siedmiu lat Regina i Krzysztof nie mieli urlopów, choć nieraz martwią się czy starczy na czynsz, choć konkurencja w Internecie duża (sami też zresztą część książek wystawiają na allegro) nie zamierzają rezygnować. - Nie wyobrażam sobie życia bez książek. I bez pracy, choć od dwóch lat powinnam być już na emeryturze – śmieje się Sawczak.