Ojciec pochodził z Jarosławia, mama z Warszawy. Do Sopotu przyjechali, ojciec w 1945 r., od razu po wojnie. Ojciec w Jarosławiu działał w samorządzie to tutaj tez od razu zaangażował się w prace dla samorządu. W okresie międzywojennym ojciec należał do Sokoła. Rodzice przyjechali z Warszawy. Postanowili przenieść się do Sopotu. Chcieli się gdzieś się zatrzymać, rozpocząć nowe życie, Sopot im się wydawał takim dobrym miejsce, było pięknie, były możliwości, były możliwości zdobycia mieszkania. Warszawa była zniszczona. Trudno było o mieszkanie w stolicy. No i tak wspólnie wymyślili, ze Sopot będzie dobrym miejsce na rozpoczęcie życia. Najpierw przyjechał tata, miał zorganizować mieszkanie. Ojciec gdzieś jakieś mieszkanie dostał, jakiś przydział, ale tak się złożyło, że ciągle gdzieś jeździł i w mieszkaniu rzadko przebywał. Pewnego razu wrócił do tego mieszkania i się okazało, ze ktoś tam inny już mieszka. I pod lufami karabinu kazano mu się spakować i się. Ten okres to taki dziki zachód, człowiek nie był pewien czy gdzieś mieszka, czy nie mieszka, bo się mogło okazać w kilku minut ze nie ma gdzie się podziać. Mama bardzo chciała już przyjechać do ojca, więc ojciec załatwił mieszkanie na Al. Niepodległości, wtedy Stalina. Mieszkanie na poddaszu, koszmarne, ale wszystkie inne były już pozajmowane przez osoby bardziej operatywne. To mieszkanie było zupełnie straszne. Po przyjeździe mama się zaprzyjaźniła z taką Panią, Żydówką, która wyjeżdżała do Izraela i po cichutku, nie mówiąc nic nikomu, sprowadzili się tam, i załatwili, ze będą tam razem mieszkać. To było ogromne mieszkanie na ul. Kolejowej. Po wyjeździe tamtych Państwa zostało i rodzice w nim zostali. Rodzice mieli bardzo dobry stosunek do wszystkich narodowości. Tata pracował w organizacjach samorządowych, najpierw w Sopocie, potem w NIKu. Mama była księgową Akademii Sztuk Pięknych na Westerplatte. Ciekawe środowisko, piękny dom, gdzie mieściła się szkoła z cudownym ogrodem, pracownie, szczególnie rzeźby. Bardzo kolorowi i wspaniali ludzie.

 

Moja chrzestna była żydówką. Pamiętam taka sytuację w tym budynku mieszkali lokatorzy pochodzenia niemieckiego i oni mieli spakowane wszystkie rzeczy w piwnicy. Dywany, droższe sprzęty. Ciągle mówili, ze jak wrócą nasi to będzie można wszystko wyciągnąć i używać, bo na razie to strach trzymać to w domu. I pamiętam 1 maja, ze biegaliśmy z chorągiewkami i jeden z tych chłopców z rodziny niemieckiej połamana mi chorągiewkę.

Rodzice bez problemu odnaleźli się w Sopocie, ojciec łowił ryby, spacerowali po lasach i brzegiem morza, łowienie ryb z mola,

Przyjaźnie nawiązały się szybko, były to przyjaźnie ojca związane z wędkowaniem. Mama tez miała swoje przyjaciółki. Dom był otwarty, spotykali się wszyscy bardzo często. W