Zdjęcia galerii

Galeria relacji:

O Grażynie i Marianie Sztobryn opowiada córka Anna Romankiewicz

Sopot to szczególne miejsce nie tylko dlatego, że swoim charakterem świetnie wpisuje się w różnorodność Trójmiasta. Był taki czas, że właśnie tu kończyła się Polska. Zły to czas powojennych lat, kiedy uciekając przed Urzędem Bezpieczeństwa konstatowało się, że dalej już nie można. To miejsce końca i początku. Właśnie w ten sposób moja rodzina znalazła się na Wybrzeżu. Wielu obecnych mieszkańców tak zaczynało swoją przygodę z tym miastem. Zastali tu nieco Polonii przedwojennej, resztki ludności niemieckiej, która nie zdążyła wyjechać do Niemiec i całą sporą i ciągle powiększającą się grupę przyjezdnych. Drogi prowadzące do osiedlenia się tutaj były różne, jednak przyczyna ta sama. Utrata Domu!

Czas wojny

Moja Mama Grażyna Sawicka urodziła się w Wilnie, nieopodal mój Dziadek posiadał majątek ziemski. Ponieważ był człowiekiem przedsiębiorczym inwestował w COP – ie i nowo budowanej Gdyni. Gdy wybuchła wojna właśnie załatwiał sprawy inwestycyjne pod Sandomierzem zatrzymując się w swoim tartaku w Iwaniskach. Babcia z córkami wracając znad Jezior Brasławskich zatrzymała się w służbowym mieszkaniu w Wilnie. Tak zastał ich 17 września. Na czas wojny zostały w letnich ubraniach i bez zabezpieczeń. Majątek został zajęty przez Sowietów i niedługo potem dwór rozebrano i przeniesiono 15 km dalej. Ponoć mieli wybudować z niego szkołę. Wszystkie ruchomości zostały rozszabrowane. Z trudem przeżywając najmroźniejszą zimę od wielu lat czekały na możliwość połączenia się rodzin. Formalności były niezliczone bo dotyczyły dwóch państw ZSRR i Generalnej Guberni. W końcu po długich staraniach w 1942 roku opuszczają Wilno i osiedlają się w Sandomierzu. W ich mieszkaniu prowadzone są szkolenia podchorążówki, a mama wstępuje do Armii Krajowej. Dziadek w Iwaniskach współpracuje z oddziałem „Jędrusiów” stanowiąc zaplecze dla ich działalności. Zdradzony, zostaje aresztowany przez Gestapo i osadzony w wiezieniu w Opatowie. Okupant wydaje na niego wyrok śmierci, a data i miejsce rozwieszone zostają na wszystkich słupach ogłoszeniowych. Nie jest oczywiście sam, razem 40 osób. Jest to również niemiecki odwet za działania partyzanckie w tym rejonie. Zostaje jednak odbity przez 7 partyzantów „Jędrusiów”, którzy zgłosili się na ochotnika do tej akcji. Ukrywa się pod fałszywym nazwiskiem do końca wojny. Wraz z zakończeniem działań wojennych moja mama jest przesłuchiwana przez Urząd Bezpieczeństwa i traktowana jako młodzież przestępcza i wróg ludu. Dopiero porozumienie dowództwa AK z biskupem sandomierskim i Jego rozmowy z UB doprowadzają do złagodzenia sankcji. Mama jedzie do Krakowa, aby podjąć naukę.

Mój Tata Marian Sztobryn urodził się w Sandomierzu, gdzie w roku 1938 zdaje maturę w Gimnazjum Klasycznym. Dostaje się na Uniwersytet Jagielloński i pomyślnie kończy pierwszy rok studiów angażując się w życie społeczne i studenckie uczelni. We wrześniu 1939 roku zostaje powołany w szeregi Legii Akademickiej. Podczas Kampanii Wrześniowej oddział zostaje schwytany do niewoli. Młodzi ludzie są trzymani pod gołym niebem i poddawani przemocy fizycznej. Najdotkliwiej działa pobicie w pięty, ponieważ niezmiernie utrudnia chodzenie. Pomimo tego Tata podejmuje udaną próbę ucieczki. Wraca do Sandomierza. Tu dowiaduje się, że 4 września zbombardowano jego dom rodzinny w wyniku czego zginął Jego ojciec. Matka zmarła znacznie przed wojną. Początkowo ukrywa się, następnie wstępuje do partyzantki, późniejszych oddziałów NOW AK. Niemiecki okupant w Sandomierzu ze szczególną perfidią tropi młodych, poddając ich rozmaitym szykanom i działaniom dążącym do wyniszczenia. Czterech kuzynów (studenci i ludzie po studiach; podczas wojny w partyzantce) ginie w Auschwitz. Z moim tatą los obchodzi się łagodniej. Zostaje wywieziony na roboty do Niemiec. Odbudowują mosty zaraz po bombardowaniach. Prace na wysokościach prowadzone są bez żadnych zabezpieczeń. Po wielu trudnych przeżyciach doczekuje się końca wojny. Wraca do Krakowa, gdzie stara się o przyjęcie na UJ.

W tym momencie drogi moich rodziców się spotykają. Poznają się podczas tzw. ujawnień. Aby rozpocząć nowe życie i uzyskać aktualne dokumenty należało zgłosić się na UB celem tzw. ujawnienia. Tata powraca na uczelnię. Rozpoczyna tam działalność społeczno – polityczną niezgodną z socjalistyczną doktryną państwa. W tym samym czasie na stancję mojej mamy UB podrzuca ulotki WiN. Czas zmienić miejsce pobytu.

Droga do Sopotu

Grupa prześladowanych postanawia ukryć się w Gdańsku. Przez lato udaje im się to, następnie udają się do Wrocławia. Po jakimś czasie przyjeżdża też mój tata. Tutaj w 1948 roku biorą ślub. Podejmują pracę oraz naukę. W 1951 roku rodzi się moja siostra. Jakiś czas mija spokojnie. Niestety represje pojawiają się ponownie. Rodzice postanawiają wyjechać jak najdalej. W Sopocie „zainstalowała” się część znajomych i przyjaciół z partyzantki. Więc ich wybór pada na Sopot. Mama podejmuje pracę na Akademii Medycznej w Gdańsku; Tata niestety dostaje „wilczy bilet”, wyrzucany jest z kolejnych uczelni, a o podjęciu pracy nie ma mowy. Z czasem sytuacja się nieco stabilizuje. Tata kończy studia w Olsztynie. W międzyczasie postanawiają zmienić warunki mieszkaniowe. Jak dotąd mieszkają w 4 osoby (razem z Babcią) w dwupokojowym mieszkanku przy ul. Architektów. Istnieje możliwość budowy domku jednorodzinnego z Spółdzielni Nauczycielskiej na ul. Polnej. Niedaleko ich miejsca zamieszkania, ale ulicy to właściwie jeszcze nie ma. Stoi tylko jeden dom na rogu z ul. Racławicką. Widoczny jest na nim jeszcze poniemiecki napis: Willa pod Słońcem. Następnym domem jest ostrzelana przez Rosjan kamienica na rogu z ul. Łokietka. Dalej zadanie należy do nich. Budują dom wraz z innymi przybyszami szukającymi swojego miejsca na ziemi. Powstaje 14 domków. Zaraz potem buduje domy spółdzielnia stoczniowa. Ta dotąd pokryta polem część miasta staje się dzielnicą mieszkalną. Rodzice obydwoje pracują. W 1960 roku rodzę się ja. Życie powoli się stabilizuje. Urząd Bezpieczeństwa sprawdzał mojego Tatę ostatni raz niedługo po moim urodzeniu. Tak jak postanowili odnaleźli tu swoje miejsce i żyli ciężko pracując, ale u siebie.

Sopot to niebywała galaktyka ludzi, którzy przybyli tu z bogactwem i ciężarem swoich przeżyć, na podstawie których można by było spisać nieodkrytą jeszcze historię Polski. Mieszkańcy tego miasta to prawdziwe jego bogactwo oraz niespotykany nigdzie indziej klimat, który tworzą właśnie oni.

 

*** Zobacz też: Encyklopedia Sopocian -  Anna Romankiewicz – Szkolne Wspomnienia