Sopot w latach 1945-1948. Wywiad z Panem Czesławem Starczykiem.
NK: Gdzie się Pan urodził i skąd Pan przybył do Sopotu?
CS: Urodziłem się w Radomiu i stamtąd też przybyłem do Sopotu.
NK: Gdzie się Pan osiedlił w Sopocie? Jak wyglądało zajmowanie mieszkań/domów?
CS: Osiedlenie dopiero nastąpiło po ukończeniu szkoły tutaj. Dostałem przydział na pokój w
kamienicy przy ulicy Sobieskiego. Nie każdy dostawał mieszkanie, państwo starało się
zapewnić każdemu dach nad głową, zdarzało się też tak, że w jednym pokoju mieszkało po
kilka osób. To nie wyglądało tak, że wybierało się miejsce, co nie oznacza, że nie było
żadnych możliwości negocjacji, ale z reguły przydzielano odgórnie i nic za to nie biorąc.
Ludzie pracujący nie płacili żadnych pieniędzy. Bywało i tak, że jeżeli ktoś nie pracował to
odpowiadał za pasożytniczy tryb życia i dostawał 3 miesiące aresztu. Tak było w latach 50-
tych jeśli mnie pamięć nie wodzi.
NK: Czy miasto zamieszkiwała jeszcze w tym czasie ludność niemiecka oraz
jakie stosunki panowały w relacjach między ludnością niemiecką a polską i tą napływową?
CS: Za moich czasów było ich niewielu, zostali tutaj Ci, którzy nie uciekli. Trudno
powiedzieć jakie były relacje. Ja nie spotkałem się z takim ale raczej nie było problemu.
NK: Z jakich rejonów przybywała ludność, która miała zasiedlić Sopot zaraz po wojnie?
CS: Najwięcej ludności przybywało z Wilna i Lwowa.
NK: A jak wyglądały nastroje społeczne w tym czasie? Jaka atmosfera panowała tuż po
wojnie?
CS: Trudno się nie cieszyć, ale w każdym razie te bajki o jakichś partyzantach to były z
reguły naciągane. Każdy opowiadał to, co uważał za stosowne. Prawda była taka, że nie mieli
wcale poparcia na zachodzie, nie pomagali, w rządzie w Londynie chodziło o to, żeby brać
pieniądze i mieć stanowiska .
NK: Czy Sopot uległ zniszczeniu w trakcie wojny ?
CS: Bardzo mało... Gdańsk był zniszczony w dużej mierze przez Rosjan a Sopot nie był.
Kasyno w Sopocie na pewno było zniszczone Grand Hotel jak widać ostał się, ale tak wiele
zniszczeń nie było.
NK: Pamięta Pan jakieś przeżycia szczegóły z czasów wojny/tuż po jej zakończeniu, którymi
warto się podzielić ?
CS: Wtedy nie było mnie na Wybrzeżu, ponieważ byłem jeszcze w Radomiu. Radom również
nie był zniszczony, Warszawa była poważnie zniszczona jak przejeżdżaliśmy przez
Warszawę. Ciężko się poruszało po Polsce bo nie było czym, my jechaliśmy z Białegostoku
do Radomia furmanką i robiliśmy średnio 50 km dziennie. Podróż zajęła nam tydzień. Całą
wojnę byliśmy u rodziny w Białymstoku. W 1939 r udaliśmy się z Radomia do Białegostoku
poprzez Ukrainę a potem z Białegostoku do Radomia przez Warszawę.
NK: Dlaczego postanowił Pan przyjechać do Sopotu?
CS: Byliśmy zmuszeni wyjechać z Radomia. Mój tata pracował w fabryce broni, w Radomiu
dostał tak zwany rozkaz wyjazdu na Ukrainę ze względu na to, że tam fabryki przenosili, lecz
jak tam przyjechaliśmy to już Rosjanie byli a 17 września 1939 r. Rosjanie wkroczyli do
Polski.
NK: Jak wyglądał Sopot? I jak wyglądało życie w tych czasach ?
CS: Sopot był niezwykle urokliwym miastem. Cały Sopot był oświetlony lampami
gazowymi, lampiarz jeździł rowerem z kijem i je podpalał. Dawało to nieco mniej światła niż
teraz, ale nadawało niezwykłego klimatu. Aleja Niepodległości była wybrukowana
wyślizganą kostką bazaltową aż do Świętojańskiej w Gdyni, było niezwykle ślisko. Od Bitwy
Pod Płowcami aż do Jelitkowa była polna droga. Werandy były od początku, przeważnie
właściciele mieszkali na werandach a wczasowiczom wynajmowano mieszkania. Na Monte
Cassino był normalny ruch kołowy, były tam dwa kina, tam gdzie teraz jest bank PKO
znajdował się duży sklep mięsny. Nie zmieniły się Łazienki Południowe, a Łazienki Północne
to była w dużej mierze plaża. W Operze odbywały się koncerty, za operą znajdowała się
drewniana skocznia narciarska oraz tor saneczkowy.
Na każdą osobę przypadało 7m2, czasami zdarzały się dwie rodziny w jednym pokoju. Był
problem z materiałami, aby otrzymać materiały budowlane trzeba było pisać do urzędu o
przydział, należało uzasadnić dlaczego i wtedy dopiero się je otrzymywało.
Sopot był połączony komunikacją z Gdańskiem. W latach 50-tych z Gdyni do Sopotu jechało
się pociągiem, a w Sopocie przesiadka na tramwaj na Reja gdzie była pętla tramwajowa i
jechało się 7 albo 2. Można było nim dojechać aż do Nowego Portu. Później powstała tak
zwana "służba Polsce". Ludzie którzy mają teraz 80 lat przeważnie są tymi, którzy w tym
uczestniczyli i to oni budowali tą kolej. Była to paramilitarna organizacja, która budowała nie
tylko tutaj, lecz również odbudowywali Warszawę. Dawano im za to bardzo błahe pieniądze.
W tamtych czasach najwięcej pieniędzy zarabiało się tak jak zawsze na handlu. Handel był
popularny w niektórych kręgach, handlowcy nie mieli jednak poważania. Za czasów PRL-u
rząd stworzył podatek zwany domiarem i jak komuś udowodnili, że brał pieniądze niesłusznie
to dostawał taki podatek, że go to niszczyło. W tych czasach spekulantów wsadzało się do
więzienia.
 
*Praca konkursowa - Nikola Kokłowska, II Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Sopocie